Piszę ten post, bo już nie chcę dłużej milczeć.
Z zaburzeniami odżywiania zmagam się od dziecka. W gimnazjum zaczęła się anoreksja, a później przeszła w bulimię, z którą walczę do dziś. Mam 38 lat i czuję, jak bardzo wyniszczyło mnie to przez lata – fizycznie i psychicznie.
Był moment przerwy po urodzeniu mojego syna w 2011 roku, ale wtedy też nie było dobrze – kompulsywne jedzenie, brak kontroli, ciągłe poczucie winy.
Dziś czuję, że jedzenie przejęło kontrolę nad moim życiem. Moje myśli krążą wokół jedzenia, planowania, kupowania… To zabiera mi czas, energię i spokój.
Ciągle zmieniam pracę. Sama wychowuję dwóch synów i mam poczucie, że nie umiem być dla nich taką mamą, jaką chciałabym być, bo ta choroba pochłania mnie każdego dnia.
Jestem zmęczona. Naprawdę zmęczona tą walką.
Nie piszę tego dla uwagi. Piszę, bo potrzebuję pomocy. Nie mam teraz pieniędzy na prywatne leczenie, dlatego jeśli ktoś zna darmową pomoc, specjalistów na NFZ, grupy wsparcia albo sam przeszedł przez coś podobnego – proszę, odezwij się.
Nie chcę już tak żyć.
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.